Racjonalna do bólu

W nadchodzącym tygodniu czeka mnie pierwsza nocna rozłąka z mym pierworodnym. Po raz pierwszy nie spędzimy nocy (lub trzech) pod jednym dachem. Znajoma się mnie zapytała jak się z tym czuję, czy mi ciężko i smutno, na co ja się spojrzałam na nią z miną WTF, bo nie wiedziałam, o co jej chodzi…

Podobnie było, gdy wróciłam do pracy po (urlopie, jasne) macierzyńskim. Tysio miał wtedy niespełna osiem miesięcy, a ja z dziwną wewnętrzną radością szłam rano ulicami Londynu czując, że wracam do siebie. W pracy każdy otaczał mnie troską i opieką próbując ułatwić mi powrót do rzeczywistości, a ja patrzyłam na nich z tą samą miną WTF, którą zaoferowałam mojej koleżance. Ależ ja was proszę, nic nie cieszy tak jak użycie toalety bez małoletnich świadków lub wypicie jeszcze gorącej kawy i to bez pośpiechu, i w całości… Ach, i te rozmowy na inne tematy niż kolor lub konsystencja stolca w pieluszce – bezcenne.

Moja mama regularnie nazywa mnie nieodpowiedzialną, gdy moje dziecko bez czapki wyjdzie z domu (bo przecież przez głowę grypa nas atakuje, prawda?), a ja nie lecę do przychodni za każdym razem, gdy zielony okaz wychodzi z małego nosa. Ba, ja jeszcze go do childminder wtedy wysyłam. Straszna matka ze mnie. To przeze mnie dziecko choruje.

Moja mama też nie rozumie dlaczego nie zachęcam Tysia do zjedzenia jeszcze jednej łyżeczki obiadu za zdrowie mamusi i tatusia (bo przecież za mało zjadł!). Straszna matka ze mnie. Głodzi dziecko.

Mój własny mąż-nie-mąż łapie się za głowę, gdy że stoickim potrafię kontynuować jazdę samochodem w tragicznych warunkach pogodowych (i bez możliwości postoju), mimo że dziecko mi wyje pod niebiosa na tylnym siedzeniu (zdarzyło się). Bez serca ze mnie matka.

Ta sama matka straszna i bez serca potrafi też z opanowaniem i wyuczoną precyzją przełożyć dziecko przez kolano i grzmotnąć mu w plecy, kiedy zaczyna się krztusić, podczas kiedy inni latają po pokoju i wzywają Matkę Boską Częstochowską o pomoc.

Kiedy więc wyjeżdżam na kilkudniowe szkolenie z dala od domu, jedyne co czuję to wielką radość i nadzieję, że wreszcie się kurna wyśpię!!!

Bo ja jestem taka do bólu racjonalna… (i to w sobie bardzo lubię). Tyle w temacie.

Advertisements

The new chapter

Od trzech tygodni siedzę w chałupie na zwolnieniu. Pierwszy tydzień – zapalenie płuc, antybiotyk. Nie działa. Po tygodniu pogorszenie. Zapalenie opłucnej. Pogotowie. Antybiotyk. Trzeci tydzień. Antybiotyk. Nie jestem przyzwyczajona do leżenia w łóżku i nie robienia niczego. Popadam wtedy w taki stan nicości, że nawet nie mam ochoty czytać cokolwiek, ani oglądać TV. Leżę, leżę, czas leci, a ja nadal leżę. Ten stan nicości nie sprzyja nawet myśleniu…

A jednak… Wymyśliłam, że może wrócę do pisania bloga. Po polsku, po angielsku. Sama nie wiem. Kto mnie zna wie, że już kiedyś pisałam blog. Jeden Pieczyk. Wczoraj go skasowałam. Wyrzuciłam. Nie ma i nie będzie. Nie chciałam kontynuować czegoś, co miało miejsce dawno temu, w innej czasoprzestrzeni. Wiele rzeczy się zmieniło w ciągu ostatnich kilku lat. Przybyło zmarszczek, to normalne. Przybyło doświadczenia, też normalne. Mądrości? Mam nadzieję, że trochę też. Największa zmiana…

Zostałam matką. Mój syn, Tysio, kończy dziś 15 miesięcy.

Czy to dobry dzień na rozpoczęcie tego nowego rozdziału? The new chapter? Zobaczymy. Mam nadzieję, że będziecie mi kibicować.